Wywiad z pierwszym polskim nadczłowiekiem

Z Wacławem Szańkowskim pierwszym polskim nadczłowiekiem, rozmawia Jacek Żakowski.

JŻ: Jak to jest być nadczłowiekiem?
WS: Tu pana zaskoczę. Na początku faktycznie miałem coś w rodzaju “haju”, zdarzało mi się stać przed lustrem i wpatrywać się w nie mamrocząc: “Ubermensch, Ubermensch”. Teraz to raczej objawia się w drobnych rzeczach…
JŻ: Na przykład?
WS: Na przykład siedzę w lokalu w Warszawie, wcale nie jakimś ekskluzywnym, piję kawę i uświadamiam sobie: “Zaraz zaraz, ja piję kawę jako nadczłowiek”. Dodaje mi to energii na cały dzień.
JŻ: Od jak dawna jest pan nadczłowiekiem?
WS: Od 8 lat.
JŻ: Jak pan zaczął? Na początku było pewnie ciężko?
WS: Było ciężko. To wymaga monumentalnego wysiłku, nie każdy potrafi się na to zdobyć. Ja po raz pierwszy poczułem coś w rodzaju woli mocy po zakończeniu studiów, ale wtedy to zignorowałem, dopiero parę lat później, po pierwszym rozwodzie, to wróciło i podjąłem kroki w tym kierunku.
JŻ: To co pan konkretnie robił?
WS: Rozwój potęgi woli, przede wszystkim. Bardzo wiele musiałem przewartościować. Długo wtedy medytowałem, czasem po parę godzin dziennie, ale przede wszystkim starałem się rozwijać w sobie tę dionizyjskość, odejść od Apollina, to najbardziej starałem się przewartościować.
JŻ: Żona wie, że jest pan nadczłowiekiem?
WS: Wstyd się przyznać, ale nie powiedziałem jej jeszcze. Ale pewnie się domyśla.
JŻ: Jako nadczłowiek ma pan zapewne całkowicie autonomiczny system wartości?
WS: Oczywiście. Codziennie spisuję nowe słowa na nowych tablicach.
JŻ: Oddziałuje pan tymi wartościami na otoczenie? Co pan sobie myśli, kiedy widzi pan wokół ludzi gryzących się między sobą o lepsze przedszkole dla własnych dzieci albo o bardziej lukratywną pracę w korporacji?
WS: Otóż pewnie pana zdziwię, ale moim zdaniem ta aksjologiczna autonomia działa podobnie, jak charyzma osobista – najlepiej, jak jest nieinwazyjna i nie narzucana otoczeniu. Ona po prostu jest. Dlatego ja myślę o nadczłowieku bardziej jako o skale czy drogowskazie, który wyznacza kierunek, każe ludziom śmiać się z posępnych mędrców i ze wszystkich, którzy kiedykolwiek niczym strachyna wróble obsiadali ostrzegawczo drzewo życia. Więcej staram się nie ingerować.
JŻ: Jak by pan przybliżył laikowi taki typowy dzień nadczłowieka?
WS: Ja przede wszystkim bardzo dużo piszę, czytam, myślę, głównie o nadczłowieku.
JŻ: Zarabia pan?
WS: Tak się składa, że kilka lat temu dość fortunnie zainwestowałem spore pieniędze i teraz nie muszę pracować, żyję z odsetek od inwestycji. Pasywny dochód, ale wystarcza na życie, nie mam dużych potrzeb.
JŻ: To co pan tak pisze całymi godzinami?
WS: Już od dawna wiadomo, że Nietzsche wymaga przepisania na nowe czasy. Zwłaszcza po 1989 roku zauważa się palącą potrzebę, by te idee zaadaptować do nowej Polski, do świata z Unią Europejską, Facebookiem, zobaczyć, kim jest nadczłowiek w dobie kryzysu gospodarczego, umów śmieciowych, kryzysu tożsamości i polskości. Nie powiem, byli nawet w ciągu ostatnich kilku lat tacy, którzy próbowali to zrobić, ale…
JŻ: … nie byli nadludźmi?
WS: Dokładnie. Mi się wydaje, że tylko będąc nadczłowiekiem można właściwie przełożyć zmierzch bożyszcz na dzisiejsze czasy. Dlatego obecnie piszę książkę o tych sprawach, ale ukończenie zajmie mi jeszcze dużo czasu. Dlatego pisuję też o nadczłowieku krótsze teksty, felietony w “Przekroju”, czasem coś lżejszego…
JŻ: Jak lżejszego, to w takim “Fakcie” by pan publikował?
WS: Nietzsche pisał: “Jest jakaś mądrość w tym, że wiele rzeczy na świecie śmierdzi; obrzydzenie samo dodaje skrzydeł i sił przeczuwających źródła!”. Więc jeśli dostanę taką propozycję, to czemu nie?
JŻ: “Zaratustra ze wszystkiego, co czyta, lubi tylko to, co jest napisane krwią.” Tak pisał Nietzsche, pan się z tym zgadza?
WS: Ha, tu mnie pan próbuje zagiąć, bo faktycznie czytam bardzo dużo. Ale dla mnie to jest tylko metafora. Nie uważam absytencji w tej dziedzinie za konieczny warunek samowywyższenia, które zresztą już osiągnąłem.
JŻ: To na koniec zapytam pana podchwytliwie – na kogo pan głosował?
WS: No wie pan… [śmiech]
JŻ: Nie powie pan?
WS: Powiem. Na Platformę. Kaczyńskiego nie lubię, uważam, że to warchoł.
JŻ: Na Paradzie Równości pan był?
WS: Nie byłem. Ale zaznaczam, że do skrajnej prawicy bardzo mi daleko.
JŻ: To dlaczego pan nie był?
WS: Zaratustra zszedł z gór do ludzi po to, by rozdarowywać, aż mądrych pośród ludzi nie uraduje ponownie własne szaleństwo. Mi się wydaje, że to środowisko jeszcze do tego nie dorosło.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s