Hulagu-chan

Jaka siła mogła zamienić spokojnego miłośnika filozofii i literatury, wymieniającego listy z największymi uczonymi swojej epoki, w brutalnego dowódcę mongolskiej hordy, łupiącej i palącej napotkane miasta? Zapach krwi wyrzynanych muzułmanów okazał się słodszy, niż subtelny urok sylogizmów, a intrygujące zagadki hylemorfizmu – zastąpione obsesją, by stać się władcą całej zachodniej części świata (nawiasem mówiąc, cywilizowany świat kończy się prawdopodobnie na Azji Mniejszej, dalej na zachód są tylko zacofane półbarbarzyńskie plemiona). Wizja świata podzielonego pomiędzy trzech wnuków Czyngis-chana – ciekawsza, niż tajemnice Trójcy Świętej.

Możliwe, że Hulagu-chana w dążeniach intelektualnych motywowało to samo, co potem w bezwzględnych podbojach – jedynie ambicja i przyjemność z rozwiązywania umysłowych łamigłówek, niezależnie, czy problematem do rozwiązania jest pochodzenie świata i ludzkiej duszy, czy najlepsza taktyka zdobycia muzułmańskich miast, od Bagdadu po Kair. Intelekt jest amoralny i zasadniczo nie odróżnia obalonych twierdzeń metafizycznych od wymordowanych kobiet i dzieci, a chytrych sofizmatów od oblężniczych podstępów. Śpiewany przez pewnego XIII-wiecznego barda wers: “Tylko ofiary się nie mylą” jest w oczywisty sposób błędny – ich racja nie zostanie zapisana w księgach ani papirusach, którę spłonęły razem z bibliotekami i pałacami.

Lubię jednak wyobrażać sobie, że Hulagu-chan wszedł na ścieżkę miecza z zupełnie innej strony. Młody Hulagu-chan widzi wokół siebie świat pogrążony w chaosie. Jego własny dziadek wysyła na podbój świata coraz to nowe zastępy wojowników, pod których mieczami padają miasta i kościoły, niewinni giną, a zniewolone kobiety ofiarowują swoją miłość oprawcom. Potężne i wspaniałe niegdyś cesarstwo chińskie dostało się pod jarzmo jego brata, Kubilaj-chana. Ani tysiące lat tradycji, ani konfucjańskie wysublimowanie nie ocaliło Państwa Środka od mongolskiego łucznika, który nie słyszał o prochu strzelniczym ani o cnocie.

Hulagu-chan szuka odpowiedzi na pytanie, czy istnieją w człowieku dobro i zło niezależne od bycia zwycięzca lub zwyciężonym. Skoro wielkie imperia i miasta obracają się wniwecz, czy ludzkie istnienie zawiera jakiekolwiek niezmienne, boskie pierwiastki, czy też obraca się w pył nieodwracalnie, a człowiek nie jest niczym więcej, niż kawałkiem ciała, które zabija pojedynczy cios sztyletu? Dręczony tymi obsesjami, Hulagu-chan zagłębia się w teksty dawnych filozofów, od szkoły eleackiej po sceptyków, i wysłuchuje uczonych chrześcijan, którzy wieczorami cierpliwie tłumaczą mu naukę Ojców Kościoła. Studiuje też zarazem traktaty naukowe, od astronomii po medycynę, szukając odpowiedzi na wielkie pytania zarówno na niebie, jak i ludzkim wnętrzu.

Jak wielkie musi więc być jego rozczarowanie! Cała ludzka wiedza i trud myślicieli nie oferuje nic poza domysłami, które przeczą sobie nawzajem. Każdy fundament okazuje się jedynie omszałym kamieniem, który wystarczy podważyć odpowiednim sofizmatem, by ukazały się pod spodem piach i spróchniałe kości. Zenon z Elei dowodził niemożliwości ruchu, ale jakkolwiek nieskazitelny byłby jego wywód, nie powstrzymałby pędzącej ku niemu strzały. Ani ptolemejskie epicykle, ani gnostyckie wtajemniczenie, nie wskazują Hulagu-chanowi oparcia, nie rozjaśniają zagadki dobra i zła.

Zrozpaczony, pewnej nocy pali wszystkie posiadane przez siebie pisma i listy i decyduje się wyruszyć na podbój Zachodu. Co dokładnie czuje i myśli w tej chwili, nie wiadomo. W zaciętości twarzy, w wyrazie ust, które wydadzą rozkaz, by mordować, będzie jednak znać gorycz tych wielu lat strawionych na podążaniu za mirażami.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s