Z patelni

p1_2Miłośnikom omletów i naleśników polecamy zastanowienie się choć raz nad dzielącymi je rożnicami. Nie chodzi o oczywiste różnice w smaku, konsystencji, składnikach etc., lecz raczej o rejestrowane różnice w “jakości bycia omletem” w kontraście do “jakości bycia naleśnikiem” (na podobieństwo sposobu, w jaki odbieramy swoistość znanych nam ludzi).

Naleśnik, jako przyrządzany z jajek, mąki, wody i mleka, jest bardziej złożony od czysto jajecznego omletu. Ma więcej parametrów, więcej “pokręteł”, za pomocą których można zmieniać konsystencję, zależnie od tego, czy lubimy bardziej pulchny, czy cieńszy itp. Przy omlecie można co najwyżej dolać wody, żeby był bardziej chrupiący, ale balans i tak jest mniej skomplikowany. Omletu z kolei nie da się przewrócić na patelni za jednym zamachem, bo jest na to zbyt miękki. Kojarzy się to trochę z grą (powiedzmy, strategią w klimacie fantasy), w której można grać dwoma królestwami. Jedno z nich ma mniej opcji – np. nie można rozbudowywać kuźni, w ogóle nie dysponuje magią, potrzebuje mniejszej palety surowców do rozbudowy miast – ale też gra nim jest prostsza i “miększa”, być może łatwiejsza dla początkujących. Co nie oznacza, że jest gorsze od drugiego – dysponuje przecież np. ciężką piechotą, która dobrze się okopuje w trudnym terenie etc.

Snując takie skojarzenia smakowiciej jest nie popadać w arbitralne “domyślanie osobowości do rzeczy, które jej nie mają” czy subtelną scholastykę, o jakiej wspomina Claude Levi-Strauss w “Smutku tropików” (“uzasadnić dialektycznie aprioryczną wyższość tramwaju nad autobusem”). Zatrzymujemy się po prostu na “analizie tego, co jest bezpośrednio dane [“na patelni”, podpowiada goblin]”.

Nieco zabawne jest porównanie omletu i jajecznicy czy jajka sadzonego, które składają się przecież z tej samej substancji, tylko inaczej zmieszanej, a zupełnie różnią się smakiem i konsystencją. Ma to posmak delikatnego kawału. Trudno o analogię tego mikrozjawiska w przypadku naleśnika – kojarzy się z innymi rodzajami jadła, jak placki czy tortilla, gdzieś na obrzeżach świadomości błyskają jakieś kasze, ale żadno z tych skojarzeń nie jest zbyt dobitne. Dalsze, mniej znaczące wyrazy tego szeregu: omlet jest trochę bardziej swojski, naleśnik jest bardziej jak najeżony młody oficer (można do niego włożyć więcej nadzienia – prowadza się z wieloma damami?). Albo odwrotnie – omlet jest jak pulchne dziecko, naleśnik jest starszym, poważniejszym bratem, z bardziej złożonym życiem wewnętrznym. Tu już robi się bardziej subtelnie, właściwie nie wiadomo, czy to tam rzeczywiście jest, czy czegoś nie zmyślamy (trochę jak przy chodzeniu po lodzie, kiedy wzmożona czujność zaciera granicę między rzeczywistymi krokami a wyobraźnią).

Czy smażąc i jedząc omlety i naleśniki myślimy o różnicach na takim poziomie? Raczej nie. Czy to wszystko jest “gdzieś” zapisane? Zdecydowanie tak.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s